"My, racjonaliści, powinniśmy mówić o efektach i pomniejszych skutkach działania doboru naturalnego", nie powinniśmy używać do wytłumaczenia naszego otoczenia "karmy".
Czy powinniśmy się cieszyć? Czy radość ma prawo gościć w naszym życiu, czy mamy prawo dążyć do szczęścia? Jaki jest ewolucyjny sens radości lub naszego dobrego samopoczucia? Czy w ogóle powinniśmy dążyć do bycia szczęśliwym?
Obecnie wydaje mi się, że nie.
Mamy dążyć do przekazywania naszych genów i ewentualnie memów (jeśli akurat mamy co przekazywać w tej formie). Bycie szczęśliwym nie jest naszym i niczyim celem.
Mamy być atrakcyjni dla płci przeciwnej.
Po co nam poczucie bliskości? Daje nam bezpieczeństwo, niezbędne do rozmnożenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Szczęśliwi najczęściej szybciej się rozmnażają (przekazują geny) i są skuteczniejsi w wychowywaniu potomstwa (zwiększają szanse przetrwania swoich genów) - ot co. Po to nam to poczucie szczęścia.
OdpowiedzUsuńIdę o zakład, że założenie rodziny, posiadanie dziecka – rozwiązuje te dylematy nad którymi dyskutujemy, a powód jest banalny. Najprawdopodobniej rodzinne życie nie pozostawia czasu na takie dywagacje, kiedy trzeba myśleć o codziennych obowiązkach wynikających z posiadania rodziny. I tak to działa – Ci co mają rodziny – nie mają czasu na roztrząsanie dylematów w stylu „co jest istotą życia”? Ci co rodziny nie mają – doznają umysłowej fiksacji, dziwaczeją – i ostatecznie nie przekazują ostatecznie swoich genów. Rozmnóż się lub sfiksuj – wybór należy do Ciebie (i do mnie też) :-)
No to problem został rozwiązany.
OdpowiedzUsuńhe he, no został;)
OdpowiedzUsuń